- Stwierdziłam, że przecież moja prababcia, Rozalia Obrochta z Kościeliska, haftowała gorsety i miała tamborki. Kiedyś dała mi taki tamborek i powiedziała, żebym uczyła się haftu, ale miałam wtedy siedem lat. Wzięłam tamborek od babci i pojechałam do swojej nauczycielki plastyki, pani Doroty Króliszewskiej. Ona narysowała mi pierwszy wzór - wspomina hafciarka.
Z czasem jej talent zauważyli najbliżsi. W rodzinie szybko ustawiła się kolejka chętnych - powstał gorset dla mamy, później dla cioci i przyjaciółki. Potem w fachu podszkoliła ją ciocia.
- Pomogła mi moja ciocia z Kościeliska, pani Ania Ryłko, której z całego serca jestem wdzięczna, że nie odmówiła, tylko wręcz dopingowała mnie i pokazywała jak mam cieniować, jak mam haftować - mówi ze wzruszeniem hafciarka.
Dostrzeżona przez Evę Minge
Niedawno talent hafciarki z Murzasichla zauważyła Eva Minge. Projektantce zależało na połączeniu góralszczyzny z nowoczesnością. Równie ważna była prostota odbiegająca od aktualnie panującej mody.
- Od kilku lat powtarzam, że moda jest niemodna. W formie podawanej przez "katalogi reklamowe" uważane za katechizmy modowe, gdzie jesteśmy karmieni trendami, markami, stylizacjami, które mają nam zapewnić dobre samopoczucie i przynależność do grupy ludzi modnych, świadomych ubioru i kategorii w jakiej się poruszają...najwyższej kategorii. Nic bardziej szkodliwego i mylnego - napisała na Facebooku Eva Minge.
Zgodnie z tą ideą powstał projekt czarnej, aksamitnej spódnicy. Materiał ozdobiły kwiaty, zawijasy i kłosy wyhaftowane koralikami przez Annę Sarnowską i jej przyjaciółkę - Monikę Skowyrę. Artystki miały całkowitą swobodę twórczą. Proces wyszywania zajął im tydzień. Wyhaftowaną już spódnicę zszyła krawcowa z Olczy - Dorota Gawlak.
- Pani Eva nie powiedziała mi totalnie nic więcej. Podała mi swój wzrost, swoje wymiary. No i tak powstał projekt - wyznaje hafciarka.
Projektantka zamówiła kolejną spódnicę, którą znów wyhaftuje Anna Sarnowska. Strój ma nawiązywać do mody z czasów naszych babć. Na horyzoncie pojawiają się zlecenia od innych celebrytów, jednak hafciarka na razie nie ujawnia szczegółów.
- Dla mnie to jeszcze jest takie niedowierzenie. Pani Eva ciągle mi powtarza - "Proszę Cię, zacznij wierzyć w siebie i spełniaj swoje marzenia". Myślę, że małymi krokami do tego dojdę. Nie lubię skoku na głęboką wodę, tylko wolę pomalutku, pomalutku i zobaczyć, co z tego wyniknie - tłumaczy hafciarka.
Baby głupieją
Góralka z Murzasichla podkreśla, że tradycję trzeba pielęgnować świadomie - nie wystarczy wejść do sklepu i zdjąć gotowy produkt z wieszaka. Haft wymaga czasu, namysłu, doboru kolorów i ogromnej cierpliwości.
Hafciarka zwraca też uwagę na współczesne realia mody góralskiej. W świecie przepychu i wysokich cen rękodzieło bywa luksusem dostępnym tylko dla nielicznych. Jej zdaniem nie powinno tak być - warto próbować własnych sił albo szukać twórczyń, które pracują z pasji, a nie wyłącznie dla zysku.
- Nasza moda tak naprawdę się nie zmienia, tylko baby głupieją i wymyślają coraz to większe korale. Niedługo będą do nich wszywać złote guziki. Tak naprawdę w prostocie jest piękno. Z panią Evą Minge będziemy wracać do tych naszych dawnych mód - podkreśla Anna Sarnowska.
Izabela Pudzisz


















































