"Tak naprawdę w prostocie jest piękno". Hafciarka z Murzasichla zachwyciła Evę Minge

"Tyś się udała do haftowania" - od tych słów rozpoczęła się przygoda Anny Sarnowskiej z haftem koralikowym. Hafciarka z Murzasichla stworzyła niedawno spódnicę dla uznanej projektantki - Evy Minge. Ich wspólnym celem jest powrót do mody sprzed lat - do ręcznej pracy i ubrań tworzonych z sercem, a nie w pośpiechu.
Dziewięć lat temu zobaczyła wymarzony, haftowany gorset. Był zbyt drogi, dlatego postanowiła, że stworzy go własnymi rękami. Wróciła wtedy do rad prababci, która przez długie lata haftowała gorsety. Tak zaczęła się droga Anny Sarnowskiej z igłą, nitką i koralikami.

- Stwierdziłam, że przecież moja prababcia, Rozalia Obrochta z Kościeliska, haftowała gorsety i miała tamborki. Kiedyś dała mi taki tamborek i powiedziała, żebym uczyła się haftu, ale miałam wtedy siedem lat. Wzięłam tamborek od babci i pojechałam do swojej nauczycielki plastyki, pani Doroty Króliszewskiej. Ona narysowała mi pierwszy wzór - wspomina hafciarka.

Z czasem jej talent zauważyli najbliżsi. W rodzinie szybko ustawiła się kolejka chętnych - powstał gorset dla mamy, później dla cioci i przyjaciółki. Potem w fachu podszkoliła ją ciocia.

- Pomogła mi moja ciocia z Kościeliska, pani Ania Ryłko, której z całego serca jestem wdzięczna, że nie odmówiła, tylko wręcz dopingowała mnie i pokazywała jak mam cieniować, jak mam haftować - mówi ze wzruszeniem hafciarka.

Dostrzeżona przez Evę Minge


Niedawno talent hafciarki z Murzasichla zauważyła Eva Minge. Projektantce zależało na połączeniu góralszczyzny z nowoczesnością. Równie ważna była prostota odbiegająca od aktualnie panującej mody.

- Od kilku lat powtarzam, że moda jest niemodna. W formie podawanej przez "katalogi reklamowe" uważane za katechizmy modowe, gdzie jesteśmy karmieni trendami, markami, stylizacjami, które mają nam zapewnić dobre samopoczucie i przynależność do grupy ludzi modnych, świadomych ubioru i kategorii w jakiej się poruszają...najwyższej kategorii. Nic bardziej szkodliwego i mylnego - napisała na Facebooku Eva Minge.

Zgodnie z tą ideą powstał projekt czarnej, aksamitnej spódnicy. Materiał ozdobiły kwiaty, zawijasy i kłosy wyhaftowane koralikami przez Annę Sarnowską i jej przyjaciółkę - Monikę Skowyrę. Artystki miały całkowitą swobodę twórczą. Proces wyszywania zajął im tydzień. Wyhaftowaną już spódnicę zszyła krawcowa z Olczy - Dorota Gawlak.

- Pani Eva nie powiedziała mi totalnie nic więcej. Podała mi swój wzrost, swoje wymiary. No i tak powstał projekt - wyznaje hafciarka.

Projektantka zamówiła kolejną spódnicę, którą znów wyhaftuje Anna Sarnowska. Strój ma nawiązywać do mody z czasów naszych babć. Na horyzoncie pojawiają się zlecenia od innych celebrytów, jednak hafciarka na razie nie ujawnia szczegółów.

- Dla mnie to jeszcze jest takie niedowierzenie. Pani Eva ciągle mi powtarza - "Proszę Cię, zacznij wierzyć w siebie i spełniaj swoje marzenia". Myślę, że małymi krokami do tego dojdę. Nie lubię skoku na głęboką wodę, tylko wolę pomalutku, pomalutku i zobaczyć, co z tego wyniknie - tłumaczy hafciarka.

Baby głupieją


Góralka z Murzasichla podkreśla, że tradycję trzeba pielęgnować świadomie - nie wystarczy wejść do sklepu i zdjąć gotowy produkt z wieszaka. Haft wymaga czasu, namysłu, doboru kolorów i ogromnej cierpliwości.
Hafciarka zwraca też uwagę na współczesne realia mody góralskiej. W świecie przepychu i wysokich cen rękodzieło bywa luksusem dostępnym tylko dla nielicznych. Jej zdaniem nie powinno tak być - warto próbować własnych sił albo szukać twórczyń, które pracują z pasji, a nie wyłącznie dla zysku.
- Nasza moda tak naprawdę się nie zmienia, tylko baby głupieją i wymyślają coraz to większe korale. Niedługo będą do nich wszywać złote guziki. Tak naprawdę w prostocie jest piękno. Z panią Evą Minge będziemy wracać do tych naszych dawnych mód - podkreśla Anna Sarnowska.

Izabela Pudzisz

copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 28.02.2026 12:30