Na przesłanych przez nią zdjęciach widać, że właz zabezpieczający studzienkę stoi oparty o budynek.
Powiadomieni przez nas pracownicy Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji obiecali natychmiastową reakcję. Po kilku minutach od zgłoszenia poinformowali, że właz ponownie znajduje się na swoim miejscu.
- To teren prywatny. Nie wykonywane były tam żadne prace przez MZWiK. Wygląda na to, że ktoś po prostu otworzył studzienkę i odstawił właz na bok. Miejsce jest już zabezpieczone - mówi pracownik spółki.
Jak dodaje - "MZWiK zawsze reaguje na takie zgłoszenia". Niedawno miała miejsce sytuacja, gdy ktoś idąc ul. Kowaniec z góry - po kolei otwierał wszystkie włazy. Zakład został poinformowany o tym przez mieszkańca, który wcześnie rano szedł do pracy i zauważył "dziwaczny żart" osoby, którą ewidentnie rozpierała energia.
s/






























