Józef Figura: Rozmawiamy na trzy dni przed referendum w sprawie odwołania wójta. Niech pan powie krótko, o co w tym chodzi? Czy to jest mała polityka, większa polityka, czy wielka polityka?
Rafał Szkaradziński, Wójt Gminy Szaflary: Po pierwsze wydaje mi się, że niektórzy zapatrzyli się na wielką politykę i wydaje im się, że polega to na ściągnięciu tej wielkiej polityki na poziom gminy i przeprowadzaniu takich rozgrywek.
- Kto jest w to zaangażowany? Przy małej polityce chodziłoby tylko o stołek wójta - byłby kontrkandydat lub grupa osób z własnym programem.
- Zaangażowani są różni politycy, pewnie szczebla powiatowego. Przy lokalnej polityce dyskutuje się o poglądach, planach, propozycjach i programach, a tutaj tego nie ma. I to jest sprawa, której wielu mieszkańców nie rozumie.
- Czyli włącza się większa polityka, powiatowa. Powiat chce wpłynąć na to, co dzieje się w gminie, a gmina na to, co w powiecie?
- Myślę, że wszystkie gminy funkcjonują podobnie z powiatami, marszałkami czy ministerstwami. Każdemu zależy na tym, aby jak najlepiej zaspokoić potrzeby mieszkańców dzięki współpracy z powiatem, sąsiednimi gminami, urzędem marszałkowskim czy ministerstwami. Na tym to polega. Staramy się utrzymać jak najlepsze relacje, aby w różnych sytuacjach móc razem realizować określone cele.
- Te relacje są chyba jednak nie najlepsze, skoro w komitecie referendalnym znajduje się urzędujący członek zarządu powiatu.
- Bardzo dobrze jest Pan zapoznany z tematem. Skoro jest zaangażowany, to znaczy, że coś i z jakiegoś powodu się wydarzyło. Nie ukrywam, że jest to osoba, którą wcześniej w szkole w Zaskalu zatrudniała pani dyrektor.
- Może ma jakieś uprzedzenia do pana z czasów, gdy był woźnym?
- Co ma w głowie, to jego sprawa. Mnie zależy na tym, aby gmina rozwijała się jak najlepiej i robię wszystko najlepiej, jak potrafię. Może on miał inną wizję - na przykład taką, aby realizować inwestycje tylko na jego ulicy lub w jego sołectwie. Nie chcę twierdzić, że sam z siebie stał się moim przeciwnikiem, ale dlaczego tak się stało - nie wiem.
- A może w Szaflarach chodzi o wielką politykę i wpływy parlamentarne? Pan jest zwolennikiem posła Edwarda Siarki, natomiast Jacek Król to człowiek namaszczony przez Annę Paluch. Jest coś na rzeczy?
- Utrzymuję relacje z każdym, kto może pomóc gminie Szaflary w rozwoju.
- Ale bliżej panu było do dawnej Solidarnej Polski...- Nie patrzę na przynależność partyjną, choć tak to może wyglądać. Każdy mówi to, co uważa. Gdy widzi się nasze relacje, wiadomo, że z jednym człowiekiem rozmawia się łatwiej, z innym trudniej, do jednego argumenty trafiają szybciej, do drugiego wolniej. Rozmawiam z każdym politykiem. Nie mam problemu z rozmową zarówno z panią poseł Anną Paluch, jak i z posłem Edwardem Siarką czy posłami z innych ugrupowań.
- A z posłanką Weroniką Smarduch z KO?
- Z panią poseł rozmawialiśmy kilka razy. Pytałem, w czym i w jaki sposób można pomóc mieszkańcom gminy. Wielkiego odzewu jednak nie ma - pani poseł zajmuje się chyba raczej większą polityką niż lokalną. Z kolei z osobami z innych opcji, na przykład z panem wojewodą z PSL czy dyrektorem GDDKiA, również z PSL, rozmawia się bardzo dobrze. Jeśli możemy razem coś zrobić dla mieszkańców, barwy polityczne nie stanowią problemu. O ile jest dobra wola po obu stronach.
- A jak wygląda kwestia konfliktu w podhalańskim PiS?
- Podczas spotkań, na których obecni byli zarówno pan poseł, jak i pani poseł, nie widziałem między nimi żadnej walki ani niechęci. Byliśmy na przykład na konferencji w Pałacu Prezydenckim z ministrem do spraw środowiska i wszyscy z chęcią stanęli do wspólnego zdjęcia. Gdyby faktycznie toczyły się jakieś opisywane w mediach wojny, wyglądałoby to inaczej. Wydaje mi się, że chodzi po prostu o ambicje różnych osób, którzy sądzą, że tanimi chwytami zmanipulują ludzi.
- Wróćmy do referendum w Szaflarach. Co jest w tym - pańskim zdaniem - najgorsze?
- Najgorsza jest próba oszukania ludzi. To, co robię, robię transparentnie. Był Pan przecież na zebraniu wiejskim w Szaflarach. Nie odczuwam dyskomfortu przy pytaniach. Po to jestem, by na nie odpowiadać. Jeśli czegoś nie jestem pewien, nie uciekam się do kłamstw czy nierealnych obietnic. Tłumaczyłem na zebraniach wiejskich, by nie wkładano w moje usta słów, których nie wypowiedziałem.
- Na przykład?
- Na spotkaniu wiejskim w Zaskalu obecni byli dokładnie ci ludzie, którzy podpisali się pod inicjatywą referendalną - w tym członek zarządu powiatu nowotarskiego z małżonką oraz radny Krzysztof Gacek. Zarzucali mi, że obiecałem podłączenie Zaskala do geotermii w 2027 roku. Bardzo przytomnie zachował się sołtys Zaskala prowadzący zebranie. Wyciągnął protokół z ubiegłorocznego zebrania i odczytał moje dokładne słowa z zeszłego roku. Zapytałem: "Dlaczego kłamiecie?" Wtedy się uspokoili i dalsza część spotkania przebiegała inaczej. Ale nieprawdziwych informacji i zarzutów wciąż pojawia się bardzo dużo.
- Nie dba Pan o siebie, nie korzysta z urlopu, a teraz biedna gmina musi panu zapłacić 100 000 zł. To kolejny z zarzutów...
- Warto to dokładnie wyjaśnić. Kwota 100 000 zł to kwota brutto. Na rękę wychodzi z tego około 50 000 zł, resztę stanowią podatki i składki. Wypłata ekwiwalentu była obowiązkiem gminy wynikającym wprost z przepisów prawa - gdyby gmina tego nie wypłaciła, złamałaby prawo.
- Ale brzmi to chwytliwie: "wziął 100 000 zł".
-Tak, brzmi medialnie. Jeżeli chodzi o moją pracę - pracuję ciężko. Gdy potrzebuję urlopu, korzystam z niego. Często jednak moja nieobecność w kluczowych momentach mogłaby spowodować opóźnienia i przynieść gminie ogromną niekorzyść. Rozważając urlop, wyjeżdżałem wtedy, gdy było to możliwe.
- Za jaki okres była ta kwota 100 000 zł? Wyszczególniono 115 dni zaległego urlopu...
- Dotyczyło to całej poprzedniej kadencji - czyli okresu pięciu czy pięciu i pół roku. To nie było tak, że specjalnie kumulowałem urlop dla wypłaty. Kwestię tę kontrolowała Regionalna Izba Obrachunkowa oraz inne instytucje nadzorcze i nie stwierdziły żadnych nieprawidłowości. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Rozumiem jednak, że rzucenie kwoty 100 000 zł działa na wyobraźnię ludzką. Można też przywołać zarzuty wobec sołtysa Szaflar - zarobił 200 000 zł za zbieranie podatków i diety. (Janusz Jurzec w swoim oświadczeniu majątkowym w pozycji "inne dochody" wpisał : dieta radnego - 11 850 PLN, dotacja - 200 000 PLN. - przyp.J.F.)
- Ale pewnie każdy sołtys tak ma...
- W jego przypadku sprawa dotyczyła także poprawności oświadczeń dotyczących miejsca zamieszkania i pracy, na podstawie których został radnym. Merytorycznie weryfikuje to komisja, więc porozmawiamy o tym po referendum. Natomiast co do mojego ekwiwalentu - sprawa została zweryfikowana przez kontrole i jest całkowicie zgodna z przepisami.
- Magia wielkich liczb robi wrażenie - podobnie jak 140 000 zł wydane na podróże służbowe od 2018 roku. To dużo czy mało?
- 140 000 zł brzmi groźnie, ale gdy podzielimy to na okres od 2018 roku, czyli na niemal osiem lat, wychodzi rocznie niewielka kwota. Wszystko zależy od sposobu przekazania informacji. Gdybym nie wyjeżdżał i nie zabiegał o pewne sprawy, gdybym w czasie wolnym nie załatwiał formalności, nie udałoby się pozyskać wielu funduszy i zrealizować kluczowych inwestycji. Pewnych spraw nie da się załatwić przez telefon czy e-mail - trzeba być na miejscu.
- Może pan podać konkretny przykład?
- Najlepszym przykładem jest budowa nowego obiektu, w którym mieści się przedszkole, żłobek i klub seniora. Gdybym osobiście nie pojechał do sąsiada planowanej inwestycji, to nie uzyskałbym jego podpisu pod brakiem sprzeciwu do pozwolenia na budowę. Bez tego zaś nie otrzymałbym prawomocnego pozwolenia na budowę, przepadłaby dotacja i inwestycja w ogóle by nie powstała. Starostwo powiatowe nie wyda pozwolenia przy brakach formalnych. I to jest jeden z wielu przykładów.
- A wyjazdy zagraniczne?
- Byliśmy w Niemczech oglądać instalacje geotermalne w obiektach o parametrach bliźniaczych do naszych - pod względem temperatury, ciśnienia i wypływu wody. Sprawdzaliśmy, jak rozwiązano tam kwestie hałasu, jakie są procedury i trudności techniczne. Różne kraje Unii Europejskiej inaczej interpretują te same przepisy. Na spotkaniach w Warszawie z geologami zadaję proste pytania: skoro w Niemczech czy we Włoszech da się pewne rzeczy uprościć, dlaczego u nas ma to być skomplikowane? Tych rozmów i wyjazdów było dużo, ale przełożyło się to bezpośrednio na pozyskane środki i wiedzę.
- Przejdźmy do kolejnych wielkich liczb: zadłużenie gminy oraz kwoty pozyskanych środków. Przeciwnicy zauważają, że pozyskał Pan ponad 300 milionów złotych na inwestycje, ale zarzucają, że z tego "tylko" 100 milionów wydano bezpośrednio na gminę. Te 200 milionów to odwiert i sieć geotermalna oraz Park Cysterski.
- Jeśli mam możliwość pozyskania funduszy - na przykład na Park Cysterski z programu transgranicznego ze słowacką gminą Spišská Teplica - to są to środki ściśle celowe. Tych pieniędzy nie wolno wydać na wodociąg czy drogę. Albo budujemy park i rozwijamy infrastrukturę turystyczną, albo te pieniądze przepadają i trafiają do innej gminy - na przykład do Nowego Targu, Czarnego Dunajca czy Białego Dunajca. Czy pozyskując środki celowe na nasz region, działamy na szkodę mieszkańców? Moim zdaniem i zdaniem większości mieszkańców - wręcz przeciwnie.
- Ale przeciwnicy krytykują też Park Cysterski, twierdząc, że plac został za bardzo zabetonowany.
- Przypominam, jak wyglądały pierwsze imprezy w Szaflarach na terenie parafialnym - ludzie stali po kolana w błocie. Uzgodniliśmy z parafią, że jeśli nieodpłatnie użyczy gminie ten teren, utworzymy utwardzony plac centralny, aby podczas koncertów i wydarzeń ludzie przebywali w komfortowych warunkach. Zieleni dookoła jest bardzo dużo i sukcesywnie rosą posadzone drzewa. Dziś to miejsce jest wizytówką Szaflar i miejscem spotkań, a co ciekawe, moi krytycy sami przychodzą na te imprezy.
- Podobno też strażacy muszą dowozić wodę do fontanny?
- Kwestia dowożenia wody wiąże się z ćwiczeniami strażaków OSP. Strażacy raz na jakiś czas musieliby przepompowywać wodę między potokami w ramach sprawdzania sprzętu i linii wężowych. Zaproponowałem, aby połączyli ćwiczenia z napełnianiem zbiornika fontanny, z której korzystają mieszkańcy i dzieci.
- Przejdźmy do kwestii remontów drogowych, bo na zebraniu w Szaflarach mówił Pan, że remont ulicy Suskiego oraz mostu był głównym zapalnikiem zamieszania i referendum. Tomasz Filar, dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg, oburzył się na sugerowanie złośliwości przy wprowadzaniu ruchu wahadłowego.
- Stan mostu był bardzo zły i musiał zostać wyremontowany. Jednak od ponad ośmiu lat monitowaliśmy do powiatu o zaplanowanie tego remontu. Gdy rozpoczęły się rozmowy z dyrektorem Tomaszem Filarem, zaproponowano remont bez budowy mostu zastępczego. Stanowczo się sprzeciwiłem - nie mogłem dopuścić do odcięcia mieszkańców od komunikacji.
- Dyrektor Filar twierdzi, że most zastępczy był planowany od początku.
- Pamiętam dokładnie przebieg spotkań. Na początku twierdzono, że most zastępczy to zbędny koszt i mieszkańcy wytrzymają utrudnienia. Dopiero po naszym twardym stanowisku uzgodniono budowę mostu tymczasowego. Powiat miał czas na przygotowanie dokumentacji, jednak prace się przeciągały. Gmina przekazała środki na dofinansowanie tej inwestycji już około trzy lata temu.
- Ale doszło do skumulowania inwestycji?
- Widząc, że dokumentacja powiatu się opóźnia, istniało ryzyko nakładania się dwóch dużych inwestycji w jednym miejscu: remontu mostu oraz budowy naszej magistrali ciepłowniczej. Nasza inwestycja geotermalna ma sztywne terminy rozliczenia dotacji, których niedotrzymanie groziłoby utratą środków. Wysłaliśmy pismo do powiatu z pytaniem, czy jeśli stan mostu na to pozwala, możemy przesunąć jego remont na kolejny rok. Powiat wyraził na to zgodę, a my przenieśliśmy nasze środki na rok następny.
- A co stało się później?
- Po tym uzgodnieniu nastąpiło nagłe "awaryjne zamknięcie mostu" i wprowadzenie ruchu wahadłowego. W mojej ocenie zrobiono to po to, by dokończyć dokumentację projektową w trybie awaryjnym.
- Sugeruje pan, że ruch wahadłowy wprowadzono na wyrost?
- Filar mostu wymaga naprawy, ale ruch wahadłowy w obecnej formie potęguje korki. Zdarzały się ciągłe awarie sygnalizacji świetlnej, brak synchronizacji świateł, a nawet przypadki wyciągania kabli. Gdy światła nie działały, samochody osobowe sprawnie mijały się na moście bez tworzenia zatorów. Dobrze, że na wjeździe zamontowano zawężenia i kamery blokujące przejazd ciężkich pojazdów, bo to one stanowią obciążenie.
- Podczas dzisiejszej sesji wypłynął temat drugiego planowanego mostu oraz łącznika między zakopianką a Szaflarami. Sam pan powiedział, że radny Janusz Jurzec sugeruje, że buduje Pan ten most "pod siebie". O co chodzi?
- Lokalizacja tego mostu na ulicy Na Brzegu w Bańskiej Niżnej została wskazana przez inżynierów i projektantów jako jedyne możliwe miejsce na całym odcinku od jednego mostu do drugiego. W innych miejscach przeszkodą są wysokie skarpy i zabudowania. To, że ja tam mieszkam, nie miało na to wpływu.
- Kiedy powstała ta koncepcja?
- Potrzeba połączenia tych dwóch części gminy wynikała już z ustaleń z 2008 lub 2009 roku. Umowę na projekt podpisano cztery lata temu. Inwestycję zgłoszono do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w celu odciążenia ruchu na zakopiance przez naszych mieszkańców. Gdyby ten most powstał 10-15 lat temu, dzisiaj przy remoncie głównego mostu w Szaflarach nie byłoby żadnego problemu. Drugie podobne rozwiązanie komunikacyjne dotyczy połączenia od drogi powiatowej obok stacji, obok Urzędu Gminy, do ul. Palenice w Szaflarach. Pozwoli to mieszkańcom Bańskiej Niżnej, Bańskiej Wyżnej, Zaskala, Maruszyny czy Skrzypnego na przejazd bez konieczności wyjeżdżania na zakopiankę. Co więcej, dążymy do tego, aby inwestycje te zostały sfinansowane ze środków zewnętrznych GDDKiA, a nie z budżetu gminy.
- Podczas zebrania w Zaskalu padły też zarzuty dotyczące nielegalnego składowania destruktu asfaltowego i kruszywa oraz hałasu. Miał Pan to sprawdzić...
- Sprawdziłem, do kogo należy działka i kto prowadził tam prace przy budowie przystanku autobusowego. Od kwestii składowania materiałów budowlanych czy odpadów są odpowiednie organy, takie jak nadzór budowlany czy Powiatowy Zarząd Dróg, a nie wójt.
- Doniósł Pan, gdzie trzeba?
- Nie składam doniesień na mieszkańców - wolę, aby sąsiedzi żyli ze sobą w zgodzie, zamiast wywoływać spory.
- A co z salami gimnastycznymi w Maruszynie Górnej oraz Bańskiej Niżnej i Wyżnej? Przeciwnicy mówią, że pieniądze poszły na Park Cysterski.
- Pieniądze z programu transgranicznego na Park Cysterski nie mogły zostać przeznaczone na sale gimnastyczne. Aby wybudować sale, wykonaliśmy ogromną pracę: wykupiliśmy trudne działki na Bańskiej Wyżnej i Niżnej po długich rozmowach z właścicielami i przygotowaliśmy pełną dokumentację projektową. Jesteśmy gotowi do realizacji - gdy tylko pojawią się odpowiednie programy dofinansowania, będziemy te sale budować. Jak to się mówi: "tak krawiec kraje, jak mu materiału staje".
- A co Pan będzie robił 5 października, dzień po referendum? Ma Pan plan awaryjny?
- Mam kilka planów na każdą ewentualność. Liczę się z każdym rozstrzygnięciem.
- Za dwa lata nie będzie Pan już wójtem. W kuluarach mówi się, że będzie Pan kandydował na burmistrza Nowego Targu.
- Słyszałem już różne teorie na swój temat - także taką, że wyjadę do Warszawy. Na szczęście o mojej przyszłości decyduję ja sam wraz z moją rodziną.
- A co zrobi Pan 4 października w dniu referendum?
- 4 października ja, moja rodzina, moi współpracownicy oraz przyjaciele nie idziemy na referendum. I to jest najważniejsza rzecz. Co będzie 5 października - pokaże czas. Nie mam obaw, bo w życiu zawsze sobie radziłem. Martwi mnie jedynie to, co mogłoby się stać z gminą Szaflary.
- W przypadku odwołania wójta w gminie pojawi się komisarz.
- Tak, komisarz wyznaczony przez premiera. Jego rolą jest jedynie administrowanie gminą - pilnowanie wypłat, funkcjonowania urzędu czy szkół. Nie podejmuje się wtedy żadnych nowych inicjatyw ani rozwoju inwestycyjnego.
- Przeciwnicy zarzucają, że niepójście do referendum to działanie niedemokratyczne.
- To błąd. Niepójście do referendum jest w pełni uprawnioną i bardzo wyrazistą formą decyzji politycznej. Tak samo jak niepójście na wybory parlamentarne czy prezydenckie. Na karcie do głosowania nie ma pytania, czy wójt działa dobrze, jest tylko pytanie negatywne: "Czy jesteś za odwołaniem?". Dlatego świadomy udział polega również na odmowie udziału w takiej procedurze. Przeciwnicy nie przedstawili żadnego programu ani alternatywy - to próba zniszczenia czegoś bez myślenia o przyszłości. Demokracja nie polega na tym, że bierze się udział w głosowaniu tylko dlatego, że ktoś wymarzył sobie przejęcie władzy w dobrze funkcjonującej gminie. Demokracja to również poczucie odpowiedzialności za przyszłość wspólnoty, w której się żyje. Dlatego jestem zdania, że nie powinno się przykładać ręki do tej manipulacji. Choć oczywiście każdy mieszkaniec postąpi, jak podpowiada mu sumienie.
***
Z propozycją wywiadu równocześnie zwróciliśmy się do przedstawicieli komitetu referendalnego. Rafał Wilkus najpierw wyraził chęć rozmowy, jednak po konsultacjach przekazał, że komitet nie jest zainteresowany rozmową. - Jest już późno, sam jestem chory, a pozostali członkowie będą roznosić po domach ulotki - odpowiedział uprzejmie na przypomnienie o umówionym wstępnie spotkaniu
Józef Figura.
Skontaktuj się z nami
+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
Adres korespondencyjny
Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Informacje
Obserwuj nas



























Uwierać to może kamyk w bucie, gumka w majtach, ciasne portki w kroku. Komitet uwierają ich własne PRZYWARY, a winą za to obarczają każdego kto się nawinie. No i padło na Wójta, pastwią się nad nim jak wściekły kat. Wójt się nie uskarża, że ma takie kamyczki w waszych osobach i znosi te wasze wybryki z szacunku do waszych wyborców panowie radni Jurzec i Wilkus, a także i panie członku z Zaskala. Doceńcie jego cierpliwość, przez tyle lat dajecie mu brzydko popalić, że gloria i chwała dla niego. Wy pomyliliście role, nie jesteście wyłącznie od recenzowania innych w samorządzie, a wybitnie skupiliście się tylko na tym. Macie stanowić prawo lokalne, inicjować je w postaci projektów, a tego nie czynicie, zmarnowane mandaty zaufania, zawiedliście waszych wyborców. To Wójt jest kreatywny, sprawczy i rozgarnięty, spełnia swoją rolę zgodnie z intencją ustawodawcy i dodatkowo jeszcze za was odrabia lekcje panowie. Ile projektów zgłosiliście? Ile dokumentów macie na potwierdzenie? Wy tylko paplaniana, bicie piany, nieustanna, bezsensowna krytyka, na udry i huzia na Józia non stop. To jest wielce wielce nieuczciwe. Nie potraficie nawet ze zrozumieniem zapoznać się argumentami tylko atak. Robicie marne show, kompromitując się tylko, obnażając brak podstawowej wiedzy wymaganej od was, dezorganizujecie pracę i sprawne funkcjonowanie gminy. To wy przede wszystkim jesteście odpowiedzialni za Bezpośredni kontakt w swoich okręgach z waszymi wyborcami, taka wasza rola wynikająca z prawa, to wy powinniście na bieżąco być z niezbędna wiedzą i jako łącznik z Wójtem informować o wszystkim obie strony. To Wam jako radnym powinno zależeć na rzetelnym wykonywaniu swojego mandatu, a zachowujecie się jak księżniczki i bawicie się w tajemnice, kombinacje i podchody, a przez to jesteście bezproduktywni i nieskuteczni. Naiwnie oczekujecie, że wszystko dostaniecie na tacy i będzie cacy, to tak nie działa szanowni radni, nie taka konstrukcja, ale do tego trzeba współpracy, a nie obijanie się i knucie intryg. Wstyd to mało powiedziane. To wy nieładnie dzielicie ludzi na mieszczuchów i innych, tak tak, niestety, a odwołujecie się szumnie do etyki, która wam jest obca, ale wymagacie jej od innych. Obłuda i hipokryzja to wasze przyjaciółki. Z demokracji zrobiliście bigos, odgrzewacie w kółko stare kotlety i zatruwacie nimi mieszkańców, nie zasługują na to. Gdzie byliście przez wszystkie lata, przespaliście je jak niedźwiedź zimę. Dlaczego nie interweniowaliście wcześniej, na bieżąco w uwierających was sprawach, które kiśilicie żeby się teraz obudzić jak z ręką w nocniku. Musztarda po obiedzie, jesteście niekonsekwentni, trudno wam ufać, sami gubicie się już w waszych wyjątkowo odrażających oszczerstwach. Szacunku za grosz do nikogo tylko hejt, który stosujecie z niebywałą pasją. Mydlenie oczu ludziom po to tylko by przyćmić zasługi Wójta, a z siebie zrobić cierpiętników, słabe to, oj bardzo słabe. Życzę wszystkim głębokiej refleksji i spokojnego weekendu:)