
Awans sportowy NKP Podhale powinien być dla Nowego Targu powodem do dumy i impulsem rozwojowym, a nie problemem, który próbuje się przeczekać. Tymczasem z wypowiedzi władz miasta przebija przede wszystkim ostrożność, mnożenie przeszkód i szukanie argumentów, dlaczego "się nie da", zamiast odpowiedzi na pytanie: jak wykorzystać historyczną szansę dla promocji miasta - pisze w polemice przesłanej do naszej redakcji czytelniczka z Nowego Targu.
To jej odpowiedź na słowa burmistrza Grzegorza Watychy. Pisaliśmy o tym w artykule Burmistrzowie reagują na zarzuty klubu piłkarskiego. "Wsparcie dla NKP jest na historycznym poziomie"
Oto dalsza część polemiki:
- Nie sposób nie odnieść wrażenia, że sukces klubu został przez magistrat potraktowany bardziej jako kłopot budżetowy niż ogromna możliwość marketingowa i społeczna. W całej wypowiedzi burmistrza oraz jego zastępcy dominują słowa o ograniczeniach, procedurach, konsultacjach, WPF-ach i problemach infrastrukturalnych. Brakuje natomiast wizji, odwagi i przekonania, że miasto powinno inwestować w przedsięwzięcia budujące markę Nowego Targu w skali ogólnopolskiej.
Bo właśnie tym byłaby gra NKP Podhale na poziomie pierwszej ligi. Transmisje telewizyjne, kibice przyjezdni, promocja miasta w mediach sportowych, większe zainteresowanie sponsorów, większy ruch w lokalnej gastronomii i hotelarstwie - tego nie da się sprowadzić wyłącznie do tabelki wydatków. Wiele miast w Polsce wykorzystuje sport jako narzędzie promocji i rozwoju. W Nowym Targu natomiast słyszymy przede wszystkim, dlaczego stadionu nie warto modernizować.
Argument o tym, że inwestycja za około 10 milionów złotych to "kilka procent budżetu miasta", wcale nie brzmi tak odstraszająco, jak zapewne chciałyby władze. Wręcz przeciwnie - pokazuje, że mówimy o kwocie możliwej do rozłożenia na lata i realnej do udźwignięcia dla miasta tej wielkości, szczególnie przy poszukiwaniu środków zewnętrznych czy programów ministerialnych. Samorządy realizują znacznie większe inwestycje, gdy widzą w nich sens strategiczny. Tutaj natomiast odnosi się wrażenie, że najpierw zapadła decyzja polityczna, iż stadion modernizowany nie będzie, a dopiero później zaczęto dobierać uzasadnienia.
Niepokoi także narracja sugerująca konflikt pomiędzy piłką nożną a hokejem. To fałszywa alternatywa. W wielu miastach potrafiono pogodzić rozwój różnych dyscyplin sportu bez antagonizowania środowisk. Rolą władz miasta powinno być szukanie kompromisów i rozwiązań projektowych, a nie przedstawianie mieszkańcom wyboru typu: albo piłkarze, albo lekkoatleci. Takie stawianie sprawy bardziej dzieli społeczność niż pomaga znaleźć rozwiązanie.
Trudno również zgodzić się z argumentacją, że "nie można reagować nagle". Sukces sportowy nie pojawił się przecież z dnia na dzień. Klub od dawna walczył o wysokie cele, a temat wymogów licencyjnych był znany dużo wcześniej. Rolą odpowiedzialnych władz jest przewidywanie możliwych scenariuszy i przygotowanie planu działania zawczasu, szczególnie gdy chodzi o promocję miasta i rozwój lokalnego sportu. Tymczasem obecnie mieszkańcy słyszą głównie, że "budżet jest uchwalony" i "temat wymaga analiz".
Co więcej, w wypowiedziach przedstawicieli miasta wybrzmiewa wyraźny żal, że NKP Podhale nie podziękowało wystarczająco władzom za dotychczasowe wsparcie. To zaskakujące postawienie akcentów. W sytuacji, gdy klub osiąga historyczny sukces, najważniejsze powinno być wspólne działanie na rzecz wykorzystania tej szansy, a nie oczekiwanie publicznego docenienia urzędników.
Miasto oczywiście ma prawo liczyć wydatki i analizować priorytety. Nikt rozsądny nie twierdzi, że inwestycje powinny być realizowane bezrefleksyjnie. Jednak mieszkańcy mają też prawo oczekiwać od swoich władz ambicji i myślenia perspektywicznego. Samorząd nie powinien ograniczać się do administrowania problemami. Powinien umieć dostrzegać momenty przełomowe i reagować odważnie.
Dziś Nowy Targ stoi właśnie przed takim momentem. Można potraktować sukces NKP Podhale jako niewygodny problem do przeczekania. Można też uznać go za impuls do rozwoju miasta, promocji regionu i budowania lokalnej dumy. Niestety, z wypowiedzi władz bardziej przebija pierwsze podejście niż drugie.
Czytelniczka