Na Podhalu powstanie azyl dla dzikich zwierząt?

Podczas ostatniego Konwentu Tatrzańskiego włodarze gmin powiatu tatrzańskiego omówili rosnący problem dzikich zwierząt w przestrzeni miejskiej. Najważniejszym nowym projektem jest koncepcja utworzenia lokalnego azylu dla rannych i zsynantropizowanych zwierząt, aby nie trzeba było ich odwozić do odległego o ok. 200 km Mikołowa.
Obecnie ranne ptaki, jeże czy większa zwierzyna wymagająca pomocy specjalistycznej, muszą być transportowane z Zakopanego aż do Mikołowa. Generuje to ogromne koszty logistyczne i obciąża służby miejskie.

- To dla nas trudne zadanie. Każde takie zwierzę to koszt dla podatnika. Angażujemy samochód, strażnika i cały dzień pracy, by dostarczyć je do Mikołowa. Dla samego zwierzęcia kilkugodzinna podróż w takim stanie również nie jest rozwiązaniem. Nie mamy na miejscu specjalistycznej przychodni - informuje Łukasz Filipowicz, burmistrz Zakopanego.

Rozwiązaniem byłoby stworzenie specjalnej placówki w powiecie tatrzańskim.

- Potrzebujemy azylu dla zwierząt, które pojawiają się w przestrzeni miejskiej, gdzie stają się zagrożeniem dla ludzi lub same są narażone. To przestrzeń wymagająca wspólnego, rutynowego działania służb, w tym policji i straży, które dziś często nie wiedzą, jak zareagować - mówi Andrzej Skupień, starosta tatrzański.

Koncepcja azylu zakłada stworzenie ogrodzonego obiektu z profesjonalną opieką weterynaryjną, rehabilitacją i sprzętem (np. RTG), co pozwoliłoby na ratowanie zwierząt potrąconych w kolizjach drogowych bez konieczności ich natychmiastowego odstrzału.

Konflikt na linii człowiek-natura: Łanie, niedźwiedzie i bobry

Włodarze zwrócili uwagę na narastający problem zwierząt, które przestały bać się ludzi i coraz częściej pojawiają się w przestrzeni miejskiej.

W Zakopanem miasto stawia znaki informacyjne i prowadzi kampanie dla turystów, którzy nie potrafią zachować dystansu wobec spacerujących i pasących się na Równi Krupowej łani. Burmistrz Filipowicz zaznacza, że od Straży Miejskiej oczekuje się interwencji wobec m.in. niedźwiedzi, do czego strażnicy nie mają ani kwalifikacji, ani sprzętu.

W Poroninie wójt Anita Żegleń wskazuje na niedźwiedzie pojawiające się przy drogach dojazdowych do Małego Cichego i Zazadniej. - Dzika przyroda to nasze bogactwo, ale człowiek musi bezpiecznie istnieć w jej otoczeniu. Musimy nauczyć się funkcjonować obok siebie - mówiła wójt.

W Białym Dunajcu pojawił się problem bobrów na terenach nadrzecznych, a w gminie Bukowina Tatrzańska Maria Kuruc (wicewójt Bukowiny) zwróciła uwagę na problem potrąceń jeleni i lisów w rejonie Głodówki i drogi krajowej do Jurgowa.

Luki prawne i odpowiedzialność za kolizje

Problem z dzikimi zwierzętami nie kończy się wyłącznie na umieszczeniu ich w azylu. W przypadku drogowej kolizji pozostaje jeszcze druga strona - kierowca i zniszczony pojazd. Tu przełomu na razie nie widać.

Maria Kuruc z Bukowiny Tatrzańskiej podniosła kwestię odszkodowań po kolizjach z dziką zwierzyną. Obecnie uzyskanie wypłaty od ubezpieczyciela zarządcy drogi jest niezwykle trudne, jeśli teren nie jest oznakowany lub nie odbywa się tam akurat polowanie. Samorządy planują apelować do ustawodawcy o centralne uregulowanie tych kwestii, wzorując się na regionach takich jak Podlasie, gdzie problem jest jeszcze większy.

em/r

copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 13.05.2026 10:00