
Gdy na Mieście roi się od hokejowo-piłkarskich przepychanek pseudo znawców, przyszedł czas na sportowe rekolekcje.
Rachunek sumienia, żal za grzechy i zadośćuczynienie zła, które się pojawiło, zostawmy wiernym z okolic nowotarskiej Hali Lodowej. Zamiast na kalwaryjskie dróżki wysyłam w stronę miasta, bardzo podobnego do Nowego Targu zarówno pod względem liczby ludności i biznesowej prężności, jak i sportowych uwarunkowań.
Grodzisk Mazowiecki, podobnie jak nowotarskie buty, lody czy kożuchy, zasłynął ongiś w kraju z wody gazowanej i farmaceutyków Polfy. Dziś to miasto przy autostradzie otoczyła sieć magazynowa i potężna flotylla tirów, co nie przeszkadza jego włodarzom w pielęgnowaniu uroczych terenów zielonych.
Wróćmy jednak do sportu. W Grodzisku, podobnie jak w Nowym Targu, działają dwa prężne ośrodki sportowe, jeden z piłką, drugi z tenisem stołowym, z tym, że obydwa są wyżej w sportowej hierarchii od naszych klubów. I uwaga, wyżej stoi ping pong, który powstał z okolicznych popiołów, na których siejąc azjatyckie ziarna, wyhodował sporą uprawę zawodników. Ci zaś przy pomocy celuloidowej piłeczki zapędzają w kąt krajową konkurencję, a i zagraniczną także.
Dobre wzorce i właściwa polityka mogą być kluczem do sukcesu także pingpongistów KS Gorce, w którym klan rodziny Klagów większość swojego prywatnego życia spędza przy zielonym stole z siateczką pośrodku. Efekty już widać w każdej grupie wiekowej, a hala sportowa przy Alei Tysiąclecia dźwięczy rytmem odbijanej małej piłeczki.
Z dużą piłką zawodnicy Pogoni Grodzisk przez lata obijali się po mazowieckich okręgówkach, aż przyszedł czas i ludzie, którzy wprowadzili klub na ligowe wyżyny. I mają teraz problem - Drużyna pod wodzą skutecznego trenera przebiła się na zaplecze Ekstraklasy i wtedy zaczęły się schody, przed którymi zapewne niebawem staną włodarze NKP Podhale.
W obliczu realnych baraży o pierwszą ligę, wysoki szczebel rozgrywkowy wymaga nakładów finansowych, organizacyjnych, infrastrukturalnych. Działacze NKP naciągają krótką kołdrę jak mogą, ale wciąż zastanawiają się, kiedy puszczą szwy. Stadion jest fajny, ale za ciasny na potrzeby klubu, w którym trenuje paruset zawodników (sic!), o czym miejscy malkontenci zapominają. Stadion jest zbawieniem na podhalańskie kaprysy pogodowe, ale wymogi licencyjne są nieubłagane.
W Grodzisku czwarty klub pierwszej ligi rozgrywa swe domowe mecze w Pruszkowie, gdyż tamtejszy stadion jest mniej więcej podobny do naszego koło stacji. Tyle, że tam nawet nie ma gdzie dostawić mobilnej trybuny. U nas jest, ale...
MCSiR dołożył setkę krzesełek, nad ich częścią ma być jeszcze daszek, tylko czy to zadowoli komisarza licencyjnego? Na razie cisza z trybuną mobilną, która przydałaby się Miastu podczas licznych imprez plenerowych, choćby w jubileuszowym roku 680-lecia założenia grodu w widłach Dunajców. Na razie jesteśmy na widłach PZPN-u, który może spowodować, że np. ważny z punktu widzenia awansu mecz, będący okrasą tegorocznej Gali Sportu (25 kwietnia), zostanie rozegrany w Nowym Sączu i piłkarze Tomasza Kuźmy na galę nie zdążą?
Sukces, jakim stała się wygrana przez MMKS Podhale pierwszej ligi hokejowej, niewątpliwie wpłynie na wyniki młodzieży trenującej w nowotarskim parku. Ale przepocony serdak, noszony pod obhaftowaną koszulą, nie zmieni wizerunku gazdy, który zamiast pomyśleć o porządnym wypasanie owiec, chciałby je tylko doić w jednym i tym samym koszarze, wraz ze swymi starymi juhasami.
Ping pong w Mieście przeniósł się na kibicowską retorykę. Jednak przestańmy się wreszcie zastanawiać, co w Mieście bardziej trzeba kochać, czy hokej czy piłkę, bo to odwieczna dywagacja, co jest ważniejsze: Boże Narodzenie czy Wielkanoc? Odpowiem: obydwa Święta są tak samo ważne i mają swój własny czas i rytuał. I tego się trzymajmy.
Jacek Sowa