
Głośnym echem odbiła się wypowiedź dawnego ślizgacza po lodzie na temat morderstwa, jakie w Nowym Targu popełniła pasierbica - piłka nożna, na ukochanym dziecku miasta, hokeju na lodzie.
Ponieważ jestem jednym ze starszych członków tej sportowej rodziny, postanowiłem bliżej przyjrzeć się sprawie, o której pogłoski chodzą po Mieście już od dawna.
Pierwsze kroki skierowałem do znanego mi od połowy ubiegłego wieku Leszka Tokarza. Kolega prezes pognębionego przez los MMKS Podhale przyjął onegdaj rolę szamana klubu, duchowego przywódcy, uzdrowiciela i pośrednika między światem ludzi na miejscu urzędujących i tych, z hokejowych zaświatów, funkcjonujących w tradycyjnych miejscowych kulturach. szamanistycznych. Jednakowoż ekstaza dawnych guru przy dźwiękach kibicowskiego bębna wystarcza zaledwie na kontakt z duchami hokejowej przeszłości i wróżenie z kart dawnych mistrzów. Leczyć choroby nijak nie jest w stanie, bo nawet najprostsze ziołolecznictwo wymaga funduszy, a tych ciągle brakuje, a wodzowie miejscowych plemion nie kwapią się do podrzucania kokosów; za dużo ich to w przeszłości kosztowało. Co prawda jest kilku chętnych, ale do wspólnego kotła podchodzą nieufnie.
Wróćmy zatem do cywilizacyjnych realiów. MMKS wciąż nosi piętno swego skompromitowanego poprzednika, który sprowadził nowotarski hokej na krawędź przepaści. Przez dekadę roztrwoniono dorobek półwiecza, w którym "Szarotki" kwitły na lodzie. Inna sprawa, że solą sportowych sukcesów od dawna były pieniądze, ale tu akurat poprzednie ekipy wyraźnie przesoliły, a jak wiadomo chlorek sodu zamienia lód w wodę; wodę, którą lano na lewo i prawo.
Na gospodarstwie prezesa Tokarza brakuje wszystkiego: pieniędzy, sponsorów, trenerów, sprzętu, zawodników, ludzi do pracy, brak chyba nawet nadziei i pomysłu na przyszłość. A przyszłość nie rysuje się różowo, bez względu ile serca i sił włoży w to w ciągu najbliższych tygodni pozostała garstka graczy na lodzie. O tych poza lodem lepiej nie wspominać, chociaż nie tak dawno jeszcze pojawiło się Stowarzyszenie "DalejPodhale", które na kanwie hokejowej legendy postanowiło wesprzeć dogorywający klub działaniami marketingowymi i przywrócić mu dawny blask.
Chcieć to móc, ale? Jak zwykle w naszych góralskich realiach, rządzących jest więcej niż mądrych, stąd alians tych dwóch sił sprawił, że zrobiło się - jeszcze dalej!
Nie czuję się upoważniony do wydawania jakiegokolwiek osądu, uważam jednak, że póki nie jest za późno, trzeba ratować, co się da. Podzielić role i wspólnie dotrwać do końca sezonu, wygrywając bodaj pierwszą fazę play off i utrzymać stan posiadania rodowych sreber, jakim są nasi najmłodsi, bo to na nich musimy postawić, chcąc myśleć o przyszłości nowotarskiego hokeja.
I nie słuchać pseudoekspertów telewizyjnych, którzy robią więcej szkody hokejowi, niż utarczki lokalnych mężów opatrznościowych tej dyscypliny.
Nie czarujmy się, żadna dyscyplina na świecie nie jest w stanie konkurować z piłką nożną, choćby stało za tym "tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów". Miliardy petrodolarów arabskich szejków grzęzną w pustynnym piasku, na którym próbują kończyć kariery legendy futbolu. Bo pieniądze nie grają na boisku, tylko ludzie.
A skoro mówimy o rodzimym hokeju, to tego tak naprawdę już nie ma! Igrzyska olimpijskie pokazały prawdziwe oblicze światowego hokeja, skąd nam tak daleko jak pieszo do Ameryki! Prawie wszystkie z dwunastu reprezentacji narodowych mają po kilku reprezentantów w elicie NHL - Niemcy, Włosi, Słowenia, Dania - a przecież to ogony światowej czołówki.
A prawie wszystkie "czołowe" kluby polskiej ligi okupuje większość drugoplanowych ślizgaczy zagranicznych, stanowiąca przeważnie ponad 60 procent wyjściowego składu. Nawet w MMKS "Podhale" mamy kilka obcych nazwisk, choć z wychowanków grających w innych klubach można by stworzyć niejedną piątkę. Kto ma więc grać w tych "szarotkach" za parę lat, skoro nabór jesienny przysparza kilkunastu chłopców w różnych grupach wiekowych?
Hokej na lodzie w Polsce jest dyscypliną niszową i żadne zaklęcia tego w najbliższym czasie nie poprawią. Ale szanując podhalańską tradycję jest sposób, aby za parę lat, choćby na stulecie klubu z szarotką w herbie, przywrócić mu dobre imię i tożsamość. I wbrew podtatusiałemu ślizgaczowi, który na co dzień wylewa żółć w telewizji i w rodzinnej Krynicy, skąd wywodzi się kolebka polskiego hokeja (a gdzie o nim już się powoli zapomina), piłka nożna w Nowym Targu ma szanse podać rękę swemu młodszemu, sportowemu bratu.
Dobrze poukładany Nowotarski Klub Piłkarski "Podhale" w fuzji z MMKS-em mógłby otworzyć nowy rozdział sportu dla całego Podhala w jego stolicy. Podhala z prężnie działającymi lokalnie takimi klubami jak te w Waksmundzie, Maniowach, Czarnym Dunajcu i wokół, z małymi, ale gwarnymi stadionami i lodowiskami wokół, gdzie można poszukać i zachęcić do sportu młodych ludzi, stworzyć im warunki i szansę. Początki są takie same dla piłkarzy jak i hokeistów, sprawność fizyczna i motoryka idą w parze, tak było od zawsze. Konsolidacja kadry trenerskiej, opieki medycznej, zajęć szkolnych, internatu - wszystko w jednym klubie, jak dawniej - Klubie Sportowym Podhale. Jedna sekretarka i jedna księgowa, dzięki czemu "Mąka" nie musiałby się uganiać za sponsorami i wysiadywać po komisjach, a prezes Leszek wyszedłby zza sterty papierów na lodowisko, aby przyjrzeć się, jak pędy szarotek wychodzą spod lodu, żeby kiedyś znów zakwitnąć.
Do tego potrzebny jest zdecydowany ruch i wydaje się, że wiem, kto go powinien wykonać, bo Miasto samo tego nie udźwignie.
Panie Wicestarosto, był Pan także hokeistą, może wziąłby Pan do ręki batutę moderatora pomysłu, który mógłby zapobiec sypaniu piaskiem po naszym mocno rozjeżdżonym lodzie? Pan Tomek od alarmów na pewno przygotuje złoty krążek, który rzuci Pan na środek lodowiska za sześć lat, kiedy w krajowym finale play off znów zagrają nasi chłopcy, tylko NASI!
Ech, rozmarzyłem się...
Jacek Sowa