
W ostatnich dniach - i nocach - słowaccy ratownicy udzielali pomocy kilkorgu Polakom, którzy albo zabłądzili w górach, albo ulegli wypadkom.
Dziś pomocy wymagał 63-letni turysta. Polak podczas schodzenia z grani upadł, zwichnął sobie bark i zranił w rękę. Zdołał zejść do Sliezskiego Domu, gdzie pomocy udzielili mu wezwani na miejsce ratownicy HZS, którzy potem przetransportowali go do Starego Smokowca.
Wczoraj wieczorem 15-letnia turystka z Polski przewróciła się schodząc z Jagnięcego Szczytu. Wraz z ojcem dotarła do schroniska przy Zelenym Plesie, gdzie HZS opatrzyła jej rękę. Rana nie była poważna. Ratownicy przetransportowali ojca i córkę do Białej Wody, skąd Polacy kontynuowali już we własnym zakresie.
Z kolei w niedzielę wieczorem i w nocy prowadzone były dwie akcje ratunkowe. Najpierw na pomoc oczekiwała 27-letnia turystka, która spadła z trasy via ferraty "Výzva". Ponieważ znajdowała się w przewieszonym fragmencie, nie mogła samodzielnie wrócić na szlak. Ratownicy HZS ewakuowali kobietę ze skały za pomocą sprzętu linowego. Polka wisiała na ścianie przez ponad pół godziny. Została przetransportowana na noszach, przez trudny teren a potem przewieziona do szpitala.
Kilka godzin później nadeszło kolejne zgłoszenie. 37-letni polski turysta zwrócił się do słowackiej HZS o pomoc - za pośrednictwem ratowników TOPR. Mężczyzna szedł z Tatrzańskiej Jaworzyny do Czerwonej Dolinki nieoznakowanym szlakiem i zgubił się w rejonie Tisovky - w trudnym terenie i ciemnościach. Udało mu się podać ratownikom swoją lokalizacje. Ratownicy poszukiwań turysty użyli m. in. drona z kamerą termowizyjną. Polaka znaleziono w gęstym lesie. Po ogrzaniu i uzupełnieniu płynów - został sprowadzony na szlak, a potem przewieziony do Jaworzyny Tatrzańskiej. Akcja ratunkowa zakończyła się późną nocą.